Wyrażenia, których nie cierpię.

Wyrażenia, których nie cierpię.

Są takie sformułowania, powiedzenia i wyrazy, na widok lub dźwięk których budzą się we mnie najgorsze instynkty. W trakcie rozmowy oblepiają mnie swoją brzydotą, która nie pozwala skupić się na omawianej treści, a wartość konwersacyjna osoby, która je wypowiada leci w dół na łeb na szyję. Mój niechlubny ranking językowych obrzydliwości cały czas się zmienia. Co chwilę dostają się do niego nowe ohydztwa, choć czasami też coś wypadnie, gdy do jakiegoś paskudzika uda mi się przyzwyczaić. Są tam też takie, których nie trawię od zawsze i pewnie tak już zostanie. Osiem poniższych przykładów to ani największe, ani najgorsze koszmary, tylko zwyczajnie ich nie cierpię. Tak samo, jak jakiegoś tysiąca innych.

.

Skręca mnie jak widzę, gdy ktoś pisze funpage w odniesieniu do strony na Facebooku. Zwłaszcza, jeśli jest to bloger lub inna osoba, która teoretycznie  powinna być obeznana z social mediami. Rozumiem, że portale społecznościowe służą głównie rozrywce i dla niektórych są tylko jednym, wielkim placem zabaw. Nie rozumiem natomiast, jaki mógłby być fun z prowadzenia lub śledzenia profilu zakładu pogrzebowego czy biura ubezpieczeń. Wytłumaczeniem może być jedynie wybitnie dziwne poczucie humoru, ale zakładam, że to skrajne przypadki. Podsumowując, fanpage służy obserwatorom – nie tylko tym, którzy szukają dobrej zabawy.

Zauważyłam, że ostatnio wszyscy trafiają w punkt niezależnie od tego, jakiego rodzaju treść stworzą. W punkt są publikowane na facebookowych profilach przemyślenia, w punkt są wpisy na prawie każdym blogu, który ktokolwiek komentuje, w punkt są memy, kwejki i ironiczne komentarze. Pal licho, że ludzie używają tego zwrotu częściej niż gumek i szczoteczki do zębów. Bardziej od częstotliwości jego występowania drażni mnie tylko to, że wpunktujący uznają za przemyślane, celne i trafne treści, które w rzeczywistości wcale takie nie są.

Kolejnym zwrotem, na widok którego mdli mnie z przejedzenia, jest ból dupy. Z początku używany zgodnie z przeznaczeniem był dla mnie neutralny, ale znienawidziłam go z tego samego powodu, co wymieniony wyżej w punkt. O ile wcześniej bólem dupy tłumaczono czyjeś usilne szukanie problemów albo, powodowane najczęściej zawiścią, wytykanie innym zmyślonych wad i błędów, o tyle dziś nazywa się nim wszystko. Nie podoba ci się makijaż gwiazdy pudelków? Masz ból dupy, bo sama tak nie umiesz. Nie czujesz podziwu dla przaśnego, cebulowego vlogera-podróżnika? Masz ból dupy i zazdrościsz. Nie podoba ci się BMW łysego sąsiada? Masz ból dupy, bo cię nie stać. Dziś już nie można wypowiedzieć się krytycznie na żaden temat, nawet jeśli to twoje szczere zdanie, a nie chora zazdrość. Jeśli komuś nie przyklaskujesz, diagnoza jest tylko jedna.

Pleonazmy mają specjalne miejsce w moim kąciku nienawiści i plasują się na drugiej pozycji, ustępując tylko komarom. Podejrzewam, że może to wynikać z mojego pragmatyzmu i niechęci do nadmiarowych ilości czegokolwiek, nie licząc czekolady. Nie wszystkie są dla mnie tak samo drażniące, bo jedne puszczę mimo uszu, a inne przyprawiają mnie o migrenę i artretyzm. Jednak pośród tych wszystkich pełnych kompletów, wodnych akwenów, cofania się w tył i innych faktów autentycznych jest jeden wyjątkowy. Jedyny, do którego pałam nienawiścią odwieczną i gorącą jak Mordor w lipcu. Tylko i wyłącznie.

Trend, którego nie rozumiem jeszcze bardziej niż poprzednich. Stały bywalec pudelków. Biust X na otwarciu butiku! Nogi Y na plaży w Sztutowie! Na otwarciu butiku oczywiście pojawia się też właścicielka wspomnianego biustu, a wraz z nogami do Sztutowa pojechały także uszy, brzuch i śledziona, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że na zdjęciach widać te spektakularne cycki czy nie mniej efektowne kończyny dolne. Albo, co gorsza, czasem wcale nawet nie widać. Bo wiadomo przecież, że w kobiecie wartościowe są tylko poszczególne części ciała, na które można się pogapić, więc po co wspominać w nagłówku całą tę niepotrzebną resztę? Swoją drogą, nie spotkałam się jeszcze z hasłem Broda X u barbera ani Penis Y na wakacjach.

Widział ktoś z was może tę ostatnią, epicką animację Dreamworksa? Albo epickie wystąpienie lidera opozycji? Lub epicki przejazd motocyklistów przez Wypizdów Wschodni? Może ktoś był świadkiem, jak pijany koleś w barze epicko się wywalił, niosąc piwo do stolika? Albo chociaż czegoś równie epickiego? Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, w jak epickich czasach żyjemy? Epickie dziś może być wszystko – od frytek do kinowego dzieła sztuki. Pomyśleć, że dawniej epickie były jedynie poematy.

Droga cena to koszmar chyba każdej osoby, która kiedykolwiek pracowała jako sprzedawca. Z początku, gdy byłam młoda, naiwna i pracowałam na pół etatu w odzieżowym, starałam się walczyć z niedoedukowaną w tej kwestii częścią społeczeństwa, ale po jakimś czasie złożyłam broń i uznałam swoją porażkę. Tych ludzi najwidoczniej nie da się naprawić. Jeśli wy nie chcecie być tymi ludźmi, to zapamiętajcie, że cena może być wysoka, a drogi to jest towar albo wujek.

Na koniec moja największa zmora. Językowe upiory przychodzą i odchodzą, a ten jeden trwa przy mnie niestrudzenie, obrzydzając mi piękno tego świata w momentach, kiedy najmniej się tego spodziewam. W przeciwieństwie do poprzednich, nie jest dla mnie straszne z powodu natręctwa czy błędnego używania. Jest takie dlatego, że pierwszy raz usłyszałam je w odniesieniu do jakiejś obrzydliwej, burej, pokrytej lepkim śluzem larwy i wstręt, który poczuła wtedy pięcioletnia Iwonka, pozostał we mnie żywy do dziś. Nienawidzę słowa obły.

.

Chyba jestem językową fanatyczką, bo błędy, które mnie drażnią, wyłapuję mimo woli i cierpię z ich powodu niemal fizycznie. Nie uważam się, broń borze zielony, za wybitną znawczynię polszczyzny i jestem świadoma tego, że sama czasem sadzę jednego byka za drugim, nie mam też w jednym palców wszystkich zasad gramatyki. Lubię jednak uczyć się dbać o nasz język. I oczami wyobraźni zamykać w dybach ludzi mówiących wzionść.

.

Zdjęcie:

danna § curious tangles/ flickr.com

 

  • Świetny tekst. Trafiłaś w punkt!

    :DDD
    Nie no, żartuję. Tak naprawdę to całkowicie się z Tobą zgadzam i doskonale wiem co czujesz, gdy słyszysz te wszystkie wymienione rzeczy. Szczególnie, gdy zauważam tego typu błędy u ludzi, którzy na języku po prostu powinni się znać.