Piernikowa wycieczka, czyli co i gdzie w Toruniu.

Standardowe relacje z podróży są nudne, poza tym to nie mój słodki pamiętniczek, żeby opisywać każdy dzień w szczegółowych podpunktach. Nie będę też polecać muzeów, zabytków ani innych turystycznych atrakcji, bo to znajdziecie na pierwszej lepszej stronie z gatunku co warto zwiedzić w... Jako gorąca zwolenniczka wiedzy użytecznej podaję wam na tacy to, za czym sama musiałam grzebać w sieci, albo dowiadywałam się będąc już na miejscu. Nie pamiętam nazw wszystkich ulic, na których znajdują się wspomniane miejsca, ale toruńskie Stare Miasto jest nieduże, więc jestem pewna, że namierzycie wszystko bez problemu.

.

Omnomnom.

Pod względem spożywczym ten wypad był dla mnie 10/10. Dwa razy jedliśmy obiad w naleśnikarni Manekin, gdzie oniemiałam na widok ilości dań w menu. Naleśniki wszelkiej maści, ze wszystkimi możliwymi farszami. Na słodko, na słono, wegańskie i z mięsem, smażone, zapiekane, kukurydziane, ziemniaczane, z różnymi sosami do wyboru. Deserowe ważą ok. 200g, obiadowe zaś 400-500g, więc jeden na dwie nie-umierające-z-głodu osoby spokojnie wystarczy.  Ceny mniej-więcej 9,00-17,00 zł, zupy taniej (kukurydziana z chorizo jest wyborna), piwo od piątaka. Piccolo to lokal otwarty na początku lat ’90, który na stałe wpisał się w kulturę Torunia. Na początku trochę śmieszkowaliśmy, bo pizzeria oferuje tylko pizzę z pieczarkami, barszcz, kawę, herbatę, sosy i pudełko, więc wybraliśmy się tam bardziej z ciekawości niż z głodu. Na miejscu okazało się, że za ok. 7,00 zł dostajemy puchatą, typowo domową pizzę ze wspomnianymi pieczarkami, serem i chochelką wybornego sosu – raczej robiony, niż kupowany. Placek jest sycący, a samo drożdżowe ciasto niezwykle smaczne. Na deser zaś warto wybrać się do okienka z ciepłymi pączkami. Nie pamiętam nazwy lokalu, ale było to coś w stylu tradycyjne/ domowe/gorące czy jakieś inne pączki. Do wyboru jest kilka smaków, podawane są gorące, prosto do łapy. Kolejka zwykle długa, ale leci szybko, więc stańcie w niej koniecznie – nie pożałujecie! Po jedzeniu i chodzeniu warto udać się na w pełni zasłużony odpoczynek do browaru Jan Olbracht. Serwują tam wyśmienite piwo, którego smaku nie mogę zapomnieć i bardzo żałuję, że nie zdecydowałam się zrobić małych zakupów na pamiątkę. W ofercie dostępne są cztery rodzaje, z czego my próbowaliśmy dwóch. Piernikowe jest ciemne, ma korzenny aromat i słodko-gorzki smak. Toruńska Śmietanka to piwo pszeniczne górnej fermentacji, które dzięki odpowiedniej mieszance przypraw rzeczywiście pozostawia w ustach delikatny, śmietankowy posmak. Trzecie piwo to lager, a czwarte jest niespodzianką – co miesiąc warzą inne, więc trzeba dopytać obsługę – my trafiliśmy na czekoladowe. Cena kufla 0,5l to w zależności od gatunku 9,00-12,00 zł. Można zamówić również zestaw degustacyjny wszystkich czterech w malutkich kufelkach po 125 ml.

.

Spanie.

Szukaliśmy noclegu jakieś 2 tygodnie przed wyjazdem i nie było miejsc w żadnym hostelu, a przecież marzec to chyba najbardziej niesezonowy miesiąc. Jeśli więc zależy wam na niedrogim zakwaterowaniu, zainteresujcie się tym odpowiednio wcześniej. Nam udało się zabukować czteroosobowy pokój w Domu Pielgrzyma, który okazał się super miejscówką. 4-osobowy pokój kosztował nas 35 ,00 zł/ os., dwójki i trójki są droższe, ale mają w cenie solidne śniadanie. Dom jest świeżo po remoncie, więc standard jest naprawdę nie najgorszy. Nowe, ładne meble, odmalowane ściany, wypasiona łazienka, a wszystko w stonowanych, pasujących do siebie barwach. Dodatkowo kawa, herbata, cukier gratis, dostępny jest czajnik w małym aneksie kuchennym na sali ze stołami. Dom dysponuje także kuchnią, która serwuje regularne posiłki. Przystanek autobusowy jest zaraz obok, a na Stare Miasto jedzie się krócej niż 10 minut. Wybierając ten środek transportu polecam upewnić się, czy nasz kurs nie wypada bezpośrednio po mszy w pobliskim kościele, bo istnieje ryzyko, że będziecie musieli czekać na kolejną karocę.

.

Rozmaitości.

  • Niedaleko ratusza znajduje się bar mleczny Miś, gdzie możecie zrobić sobie zdjęcie z łyżką na łańcuchu i talerzem przykręconym do stołu. Na przykład takie, tylko nie kalkulatorem:

..941335_4791547390495_934548421_n

  • Nieprzydatna ciekawostka: Toruń jest miastem drogerii. Rossmany, Natury, Heby i inne Jasminy są tutaj co krok.
  • Toruń ma dwa rynki – Staro- i Nowomiejski, więc miejcie to na uwadze umawiając się na rynku. Na szczęście Stare Miasto jest niewielkie, więc przejście z jednego na drugi zajmie 2 minuty.
  • Najlepszy sklep z piernikami to Pierniczek przy ul. Żeglarskiej. W przeciwieństwie do np. Kopernika, można tam kupić ciacha kilku różnych firm oraz wiele rodzajów pierników na wagę, a także komponowane dla klienta zestawy upominkowe. Ceny mają chyba najniższe.
  • Jeśli jedziecie pociągiem, który zatrzymuje się zarówno na stacji Toruń Główny jak i Toruń Miasto, to wysiądźcie na tej drugiej, jeśli chcecie mieć blisko na Stare Miasto. Byłam zaskoczona, że Dworzec Główny znajduje się po drugiej stronie rzeki, z dala od zabytkowego centrum.
  • Entuzjaści muzeów na pewno ucieszą się z podwójnego biletu. Dostępne są trzy różne kombinacje, gdzie w promocyjnej cenie można kupić pakiet biletów do jednego dużego i jednego małego oddziału.
  • Komunikacja miejska rozbawiła mnie biletem weekendowym. Kosztuje on 20,00 zł i w tej cenie obowiązuje dla 1 lub 2 osób, zatem opłaca się wziąć kogoś do pary.
  • W centrum Starego Miasta stoi replika osiołka, którym w dawnych czasach karano za przewinienia. Wzdłuż kręgosłupa brązowego (dawniej drewnianego) zwierza przymocowano ostro zakończony kawałek blachy, który wrzynał się w tyłek posadzonego na nim delikwenta. Kilka razy widziałam, jak bezmyślni rodzicie sadzają na nim dzieci – nie idźcie tą drogą.

577650_4791547950509_935887545_n

  • Toruń podobno jest najmniej zakomarzonym miastem w Polsce, a to za sprawą ogromniej ilości żyjących na jego terenie nietoperzy.
  • W mieście są dwa muzea piernika, więc upewnijcie się, gdzie zarezerwowaliście bilet. W jednym jest bogatsza wystawa, w drugim zaś fajniejsze warsztaty, więc najlepiej odwiedzić obydwa.
  • Spacerując brukowanymi ulicami podnieście głowę i przyjrzyjcie się oknom, dachom, murom. Na wielu budynkach umieszczone są rysunki, witraże czy figurki, których szukanie może być całkiem fajną zabawą. Wart uwagi jest także teatr w kształcie… komody.

.

421996_4791547990510_317962728_n

.941146_4791553150639_1662414134_n

 

  • Pomnik Kopernika na głównym rynku nie został, wbrew pozorom, postawiony by upamiętnić naukowy dorobek astronoma. Ten wielki uczony założył pierwszy w Toruniu wodociąg i właśnie za to, a nie za ruszenie Ziemi, został uhonorowany posągiem.
  • Z racji wielu dobrze zachowanych zabytków, z którymi czas i wojenna zawierucha obeszły się bardzo łaskawie, Toruń nazywany jest Krakowem Północy. Dodając do tego brak smogu i niezalaną chińskimi pamiątkami ogólną uroczość miasta, zaryzykuję stwierdzeniem, że jest nawet Lepszym Krakowem.

.

To wszystko, co przychodzi mi na myśl w kwestii praktycznych porad odnośnie Torunia. To jedno z moich ulubionych miast i jedyne, czego żałuję po ostatnich odwiedzinach, to że nie przywiozłam sobie lokalnego piwa i kupiłam za mało pierników. Następnym razem będę mądrzejsza.

.

.

Zdjęcie główne:

Własnoręcznie zrobiony ugnieciuch. Yyyy… To znaczy – pierniczek!

Reszta zdjęć:

Również ojejkowe.

Jazda bez rozkładu, czyli jak ogarnąć Maltę.

Wybieracie się na Maltę i nie wiecie, co warto zobaczyć? Po przeczytaniu tego wpisu dalej nie będziecie wiedzieć, ale Google pomoże wam w kilka sekund. Tutaj natomiast znajdziecie rzeczy, które dużo ciężej jest wygrzebać, czyli rożnej maści informacje praktyczne. Takie, jakie dostalibyście od lokalsów, ale bez czekania na odpowiedzi z forum na CSie. Owszem, można poświęcić trochę czasu i poszperać w czeluściach internetów, ale po co, skoro oto z pomocą przychodzę ja, która zebrałam to wszystko do kupy. Zatem enjoy.

Jedzenie.

– Pastizzerie. Są to okienka, w których można kupić ciepłe przekąski lunchowo-obiadowo-kolacyjne. Większość z nich robiona jest z ciasta filo lub drożdżowego i nadziewana na różne sposoby, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Najsmaczniejsze nadzienia, jakie miałam okazje wszamać, to szpinak z anchois, kurczak w sosie pieczarkowym i pasta groszkowa. W każdej pastizzerii dostaniecie też pizzę na kawałki i ryżowe lub makaronowe zapiekanki (jedna porcja spokojnie starczy dwóm osobom). Ceny mieszczą się w widełkach od 0,25 do 2,50, a wybór jest naprawdę duży, w związku z czym przez cały tydzień stołowaliśmy się głównie w tych miejscach.

– W mojej opinii lokalne piwa są słabe i nie czułam żadnej różnicy między Ciskiem, a najtańszym lidlowym sikiem, więc jeśli planujecie wycieczkę browaroznawczą, to lepiej jedźcie do Czech albo na Litwę. Na Malcie zdecydowanie lepiej wybrać lokalne i włoskie wina, bo są smaczne, niedrogie, a wybór całkiem spory nawet w małych marketach.

– Udało nam się wybadać dwie super fajne knajpki, które serdecznie polecam odwiedzić. Świeże, pyszne jedzenie, duże porcje, niskie ceny, a w środku sami lokalsi. Chodzi o La Piazzę w Rabacie (tym na Malcie, nie na Gozo) oraz Skuna w Marsaxlokk (na samym końcu ulicy ciągnącej się wzdłuż brzegu).

– Woda z kranu nie bardzo do picia, bo nie jest za smaczna, ale tania butelkowana smakuje tak samo, więc albo kupować tę droższą albo wcale i już pić kranówę. Trująca nie jest.

– Zimą koniecznie jedzcie dużo pomidorów. Są pyszne!

Dyskomunikacja miejska.

– Jeśli decydujecie się na komunikację miejską, wykupcie przed wyjazdem dodatkowy pakiet cierpliwości. Autobusy jeżdżą jak chcą i najczęściej kursują raz na godzinę, więc na przystanek należy wyjść 20 minut wcześniej. A najlepiej po prostu wyjść nie sprawdzając godziny, tylko usiąść na krawężniku i spokojnie czekać podgryzając groszkowe pasticci.

– Kierowcy należy zasygnalizować chęć przejażdżki wyciągniętą ręką z wyprostowanym palcem wskazującym, a jeśli czekamy po zmroku na nieoświetlonym przystanku, najlepiej pomachać mu telefonem. Ze środka ulicy, bo czasem nawet nie patrzą, czy ktoś czeka. Wszystkie przystanki, poza końcowym, są na żądanie, więc żeby wydostać się z autobusu, tez trzeba dać znać. Najczęściej przyciskiem, ale jeśli nie jesteśmy do końca pewni, wchodząc warto zapytać kierowcę dokąd jedzie i poprosić, by zatrzymał się na naszym przystanku. Są bardzo pomocni i uprzejmi, więc nie ma się czego bać.

– Kierowcy, poza tym, że są uprzejmi, są też bardzo rozmowni. Nie raz zdarzyło się nam, że odjazd opóźniał się o kilka minut, bo do okna autobusu podszedł syn/ kolega/ szwagier/ nieznajomy i ucinał sobie z kierowcą sympatyczną, dłuuuugą pogawędkę. Hitem jest jednak inna historia, kiedy jechaliśmy autobusem, a pani kierowczyni dwa razy zatrzymywała innych busiarzy, by zapytać o drogę, a w końcu i tak nawigował ją jeden z pasażerów.

– Kolejną rzeczą, jaka może wprowadzić w konsternację jest to, że na wyświetlaczu wewnątrz autobusu najczęściej podawana jest inna stacja docelowa niż na ta zewnątrz, widniejąca obok numeru pojazdu. Ponadto, na wywieszonych rozkładach podane są tylko ważniejsze przystanki na trasie, a ich dokładna lista pokazywana jest dopiero na wyświetlaczu w autobusie, dlatego tym bardziej polecam pytać kierowców. Ponadto zakład komunikacji miejskiej gorąco rekomenduje sprawdzanie połączeń autobusowych w Google Maps.

– Jeśli zamierzacie zostać na wyspie cały tydzień, zdecydowanie polecam bilet tygodniowy zamiast 12-przejazdowego, który kusił mnie na początku. Rożnica w cenie to 6 (21 vs. 15), ale bilet tygodniowy daje nam nielimitowane przejazdy liniami dziennymi i nocnymi, podczas gdy 12-przejazdowy kasuje dwa dzienne przejazdy na poczet jednego nocnego. Dokładając do tego wszystkie planowane i nieplanowane przesiadki nie mam żadnych wątpliwości, że ten drugi bilet wykorzystałabym w ciągu trzech, góra czterech dni.

– Dwucyfrowe autobusy jeżdżą do Valetty, a X są pospieszne.

– A co, jeśli autobus zwieje lub się na niego nie doczekamy? Ja polecam łapać stopa, albo cisnąć z buta. O ile nie jedziemy z jednego końca wyspy na drugi, to godzina często wystarczy, żeby pokonać wybrany dystans, bo odległości na Malcie są niewielkie (całe państwo ma mniejszą powierzchnię niż Kraków), a przy okazji można podziwiać pięknie widoki, architekturę i zwykłe, maltańskie życie. Autostop działa wybornie i za każdym razem, gdy mówiliśmy, że łapiemy, bo nie przyjechał nasz autobus, spotykaliśmy się z sympatyczną reakcją typu „tak, tak, wiem coś o tym”.

 

Inne, nie mniej przydatne

– Na wyspie Manoel Island koło Sliemy znajduje się fenomenalne miejsce, jakim jest wioska… kaczek. Nie znalazłam o niej wcześniej żadnej informacji, a trafiliśmy tam przypadkiem, spacerując po okolicy. Wioska to zagroda zbudowana wzdłuż brzegu, na terenie której postawiono domki, budki, karmniki dla ptaków, ale nie brakuje tam też takich niedorzecznych elementów dekoracyjnych jak pluszaki, krzesła, chorągiewki czy parasolki. Wesoło hasają tam różnej maści kaczki, perliczka, kury z małymi, słodkimi kurczątkami a także parę królików i świnka morska. Po wiosce leniwie krążą także koty, ale nie robią krzywdy drobiowi.

Założyciel wioski prosi o datki, które należy wrzucać do zawieszonych na ogrodzeniu skrzyneczek. Nie wiem, jak wioska wygląda na co dzień, ale gdy my tam byliśmy, zwierzaki miały do jedzenia tylko brudne, zaschnięte kawałki chleba, które dzióbały od niechcenia, więc przed odwiedzinami warto zahaczyć o sklep zoologiczny i kupić choć garstkę jakiejś karmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Nie bójcie się pytać ludzi, bo są bardzo pomocni i chętnie utną sobie z wami pogawędkę. Tak najlepiej znaleźć miejsce na piknik, nieturystyczną knajpę czy pub z najlepszym piwem.

– Maltańczycy mówią, że ubierają się wchodząc do domu, a nie wychodząc na zewnątrz. Maltańskie domy najczęściej nie mają żadnego ogrzewania, więc miejcie to na uwadze wybierając się tam zimą. To, że temperatura powietrza w lutym wynosi 17-20 stopni wcale nie oznacza, że nie zmarzniecie! Wybierając Airbnb, hostel czy couchsurfing zabierzcie więc ze sobą kapcie i ciepłą piżamę – mi bardzo tego brakowało.

– Pytajcie o ceny, gdy nie są podane na produktach, bo czasem można się nieźle naciąć. Niektórzy kombinują, jak mogą, by wyssać z turystów jak najwięcej pieniędzy, więc najlepiej zaopatrywać się skleapch, gdzie produkty są ometkowane.

– Praktycznie każdy dom ma swoje imię. Poza standardowym numerem w ścianę zawsze wmurowana jest tabliczka z nazwą. Widziałam chyba wszystko: od Lorenzo, Carla, Marley’s House przez Santa Maria, Sagrada Familia, Sunshine i Namaste, po Blue Blossom, London (zaraz obok Essex), Wild Rose i Horse. Wszystko wymalowane na ślicznych, ceramicznych tabliczkach.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Z jednej strony Maltańczycy są bardzo religijni i chętnie tę religijność pokazują, z drugiej jednak na każdym kroku widoczne są wierzenia w różne przesądy. Na wieżach starszych kościołów są zawszy dwa zegary z rożnymi godzinami, by diabeł, który zaplanował sobie wizytę w mieście na konkretną porę nigdy nie wiedział, czy jest na czas. Tradycyjne kolorowe łodzie zdobione są okiem Ozyrysa, by zawsze bezpiecznie wrócić do portu.

– Mała rzecz, a cieszy – publiczne toalety są bezpłatne 🙂

– Promy na Gozo odpływają co 45 minut, a przyjemność taka kosztuje 4,65.  Bilet kupuje się dopiero w drodze powrotnej, a jeśli zdecydujemy się wracać  miedzy 20:00 a 6:00, zapłacimy o 0,65 mniej.

– Zimą pogoda jest bardzo zmienna, więc warto ubrać się na cebulkę, a na dłuższe spacery zabrać ze sobą parasol, czapkę, szalik (najlepszy do uszczelnienia się, gdy zacznie wiać) i rękawiczki. Zwłaszcza, jeżeli planujecie wracać wieczorem.

– Nie dość, że ruch na wyspie jest lewostronny, to kierowcy jeżdżą jak typowi południowcy (czyt. drogowi wariaci), więc zachowajcie ostrożność zarówno jako kierowcy jak i piesi!

– Na Azur Window koniecznie jedźcie z rana. My dotarliśmy tam koło 11:00, a już roiło się od Azjatów z aparatami i Polaków w sandałach. Było głośno i tłoczno, a byliśmy tam w lutym, czyli całkowicie poza sezonem!

–  Zaopatrzcie się w odpowiedni wtyczkoadapter, bo gniazdka na Malcie są brytyjskie.

– Jak w wielu krajach południowej Europy, również na Malcie jest mnóstwo bezpańskich kotów. Jednak, w odróżnieniu od tych z Włoch czy Hiszpanii, najczęściej są puchate, grubiutkie i zadbane. To dzięki systematycznemu dokarmianiu, które ponoć finansowane jest przez państwo, by uniknąć plagi gryzoni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Katedry i kościoły. Dużo – więcej niż jeden na kilometr kwadratowy. Dzwony bija od rana, więc jak kto wrażliwy, niech lepiej zawczasu kupi stopery. Mnie tam się podobało, bo ładne melodyjki grali. Nieważne, że zaczynali o 6:00.

To chyba wszystko, co zaobserwowałam albo znalazłam w sieci. Jeśli macie jakieś inne rady przydatne podczas pobytu na Malcie, to chętnie dodam je do listy, aby służyła potomności. Planuję też tego typu wpisy na temat innych państw, więc stay tuned – będą dostępne pod tagiem protipy.