Dlaczego weganie używają mięsnych nazw.

Nie trafiłam jeszcze na żadną internetową potyczkę spod znaku mięsożercy vs. wege, w której nie zostałby poruszony temat nazewnictwa roślinnych potraw. Podczas takiej rozmowy prędzej czy później ci pierwsi zarzucają tym drugim hipokryzję, bo niby tacy zatwardziali przeciwnicy zjadania zwierząt, a tytułują swoje jedzenie na cześć mięsnych dań. Grzmią, że smalec nie może być z fasoli i żądają zaprzestania szargania dobrego imienia kotletów. Bo tak przecież nie może być!

.

carrot-512

Dlaczego weganie używają tych wszystkich mięsnych nazw? Zdradzę tę od wieków skrzętnie skrywaną tajemnicę, ale buńczuczni obrońcy poprawnej mięsizny pewnie i tak mi nie uwierzą. Uwaga! Odpowiedź brzmi: BO TAK JEST ŁATWIEJ. Naprawdę – tylko dlatego. Zdecydowana większość ludzi nie jest wege od urodzenia, więc aby ułatwić im życie, producenci oraz konsumenci przyjmują takie, a nie inne, nazewnictwo swoich produktów. O ile kupując np. wegański serek do chleba wiesz, czego się spodziewać, to ciężej byłoby rozszyfrować czym w rzeczywistości jest kremowa masa z moczonych migdałów z dodatkiem szczypiorku. Łatwiej odwoływać się znanych smaków i produktów, bo od razu wiesz, co wybrać oraz jakie może być tego zastosowanie. Mając na uwadze, że nie każdy, kto zrezygnował z produktów odzwierzęcych, automatycznie znienawidził smak jajecznicy czy krakowskiej suchej, nie można tego nie zrozumieć. Weganizm w dużej mierze polega na sprytnym tworzeniu zamienników wyrobów mięsno-nabiałowych, więc przestańcie się ciskać na widok etykietki z napisem wegańska szynka.

.

carrot-512

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem tego oburzenia. Dlaczego jakieś popłuczyny z kokosa śmiecie nazywać śmietanką? Jak jesteście tacy mądrzy, to czemu nie wymyślicie własnych nazw? A po co, do ciężkiej cholery, mieliby to robić? Dla satysfakcji grupki frustratów, których głównym zajęciem jest szukanie problemów tam, gdzie ich nie ma? Jeśli trzymasz stronę podobnych im betonów, postaw się w dwóch poniższych sytuacjach, po czym raz jeszcze przemyśl swoje argumenty.

  1. Sąsiadka z piętra wyżej przychodzi do twojego mieszkania z pretensjami, że wołasz na swojego psa Misiek, a przecież ona tak zwraca się do swojego męża. Masz natychmiast przestać to robić.
  2. Kolega z pracy podchodzi do ciebie w czasie przerwy i zaczyna krzyczeć, że to on pierwszy wpadł na pomysł przyjeżdżania rowerem/ samochodem/ MPK i jak jesteś taki mądry, to sobie wymyśl coś innego.

Nikt nikomu nie wyrządza krzywdy nazywając smażone tofu jajecznicą, nikt nie kradnie nikomu własności intelektualnej, ani nie łamie praw autorskich. Ani wy nie macie wyłączności na słowo sznycel, ani oni na jarzynową.

.

carrot-512

Każdego dnia, w odniesieniu do przeróżnych rzeczy, używamy nazw, które w rzeczywistości nie mają wiele wspólnego z owymi rzeczami. Przedstawiciele Adidasa nie plują się o nazywanie adidasami każdych jednych sportowych butów z bazaru. Nie spotkałam Włocha, który krzyczałby z wyrzutem na ludzi, którzy o białej kawie z pianką mówią latte, kiedy latte znaczy jedynie mleko. Wciskamy też do naszego języka liczne anglicyzmy, bo dzięki nim czasem łatwiej jest coś przekazać. Używamy potocyzmów wiedząc jednak, że jak ktoś skacze na kwadrat, to nie robi tego dosłownie, tylko idzie do mieszkania. To wszystko przykłady uproszczeń, których nie rozumiemy dosłownie, ale korzystamy z nich, bo ułatwiają nam komunikację. Takim samym niedosłownym uproszczeniem jest wegański majonez i bezmięsny gulasz.

.

Mam nadzieję, że kiedyś wszyscy ci zatwardziali bojownicy o mięsną prawdę wrzucą na luz i nie będą czepiać się nieistotnych detali 🙂

.

.

Zdjęcie:

Jabiz Raisdana/ flickr.com

Jak to jest jeść ze śmietnika?

,

Pięć 60-litrowych worków pełnych chleba, słodkich drożdżówek i innego pieczywa, 6 pudeł nigdy nie odpakowanych bananów, cztery skrzynki innych warzyw i owoców, do tego jeszcze takie smakołyki jak placki tortilli, różnej maści ciasteczka i sałatki z tuńczykiem – po kilka opakowań. Nie, to nie lista zakupów dla szkolnej stołówki. Mniej-więcej tyle jedzenia wyrzuconego przez miejscowy supermarket przywozili dla swoich zwierząt co drugi dzień gospodarze norweskiej farmy, na której pracowałam w ramach Workaway.

Kilka różnych wariantów jogurtów, słoik konfitury, bułeczki, kinderki i inne słodycze wyciągnął mój znajomy z kontenera jakiegoś sklepu gdzieś w Austrii.

Gdy raper Vienio przyznał, że stołuje się w śmietnikach, w sieci zawrzało. Jednak krytykujący go z obrzydzeniem ludzie nie sięgają wzrokiem na tyle daleko, by ujrzeć, że w tym szaleństwie jest metoda. W Polsce co roku 9 milionów ton chleba, mięsa, nabiału, zieleniny, słodyczy i innego jedzenia ląduje w koszach na śmieci. Na całym świecie dzieje się tak z 30% produktów spożywczych. Jedna, pieprzona, trzecia światowej produkcji spożywczej, podczas gdy 2 miliardy ludzi cierpią głód i umierają z niedożywienia. Mam nadzieję, że ten wstęp odwiódł od was na moment cisnące się na myśl komentarze typu „ale to obrzydliwe”, „zachowujecie się jak bezdomni”, czy „rzygać mi się chce, jak o tym myślę” i zafrapował na tyle, że będziecie czytać dalej.

,

.

Skandynawia, czyli „My tam przecież pomrzemy z głodu!”

W wakacje dwa lata temu wraz z moją koleżanką ruszyłyśmy w kilkutygodniową podróż, która zakładała objechanie państw leżących wokół Bałtyku, z największym naciskiem na Finlandię i Norwegię. Wiedząc już wcześniej, że w krainie Wikingów wszystko jest piękne, poza cenami, założyłyśmy, że od czasu do czasu będzie trzeba trochę poszperać za jedzeniem. Nigdy wcześniej żadna z nas nie próbowała freeganić (przyjmuję, że zabranie brokuła z nieczynnego straganu się nie liczy), więc byłyśmy zarówno zaciekawione jak i lekko zaniepokojone naszymi zamiarami. O ile pierwszy raz zajrzałyśmy do kontenera z taką pewną nieśmiałością, to potem szło już raz-dwa i wybierałyśmy najlepsze kąski z gracją Izabeli Łęckiej, a zwinnością szopa pracza.

W tym momencie pędzę z wyjaśnieniem, że freeganizm nie polega na grzebaniu w ulicznych albo podwórkowych śmietnikach, jedzeniu ogryzków z jabłek i suchych piętek chleba. Chodzi raczej o korzystanie z żywności, która została przeznaczona do utylizacji przez sklepy, w których nie została sprzedana. Powody tego niesprzedania mogą być różne, ale najczęściej chodzi o bliski termin ważności lub różnego rodzaju uszkodzenia, które de facto nie rzutują na ich jakość, takie jak naderwane zbiorcze opakowanie jabłek, wgniecenie w kostce masła czy kilka żółtych plamek na bananie. Słyszałam też, że w Biedronce ciężko dostać dojrzałe awokado, bo są wyrzucane zanim jeszcze zmiękną. W większości, zwłaszcza większych, sklepów w Polsce i praktycznie wszystkich na zachodzie i północy Europy wyrzucane jedzenie ląduje w kontenerach przeznaczonych wyłącznie na produkty spożywcze i często jest też spakowane w reklamówki, więc ktokolwiek do tej pory wyobrażał sobie nurkowanie w basenie gnijących odpadów, był w błędzie. Jasna sprawa, że warto mieć ze sobą rękawiczki, a wyłowione fanty należy dokładnie umyć, ale co do tego chyba nie trzeba nikogo specjalnie uświadamiać. Poza żarciem za darmo freeganizm w szerszym znaczeniu odnosi się do stylu życia, w którym korzystamy z kontenerowego jedzenia nie tylko ze względów finansowych, ale też ideologicznych. Szerzą go ludzie mający dość rosnącego w siłę konsumpcjonizmu, świadomi tego, ile wysiłku oraz pieniędzy trzeba włożyć w produkcję żywności i sprzeciwiają się bezcelowemu marnowaniu zasobów.

freeganizm norge

.

 

(rolnik + młynarz + piekarz + dostawca + sprzedawca)

x (praca + hajs)

Ile razy słyszeliście za młodu, że macie skończyć obiad, bo „dzieci w Afryce nie mają co jeść”? Zawsze mnie to irytowało, bo uważałam, że dla nich to bez różnicy, czy ja dokończę swojego kotleta czy nie. Prawdziwy sens tych słów zaczął docierać do mnie dopiero później, gdy proste skojarzenia zaczęła zastępować świadomość bardziej złożonych procesów.

Z jednej strony kotlet został już kupiony i to, co się z nim stanie, już nie jest istotne dla nikogo, bo producent dostał swoją kasę, a ty swoją kasę już wydałeś i fakt, czy zjesz go całego czy tylko połowę nie będzie miał już bezpośredniego wpływu na zawartość niczyjego portfela. Z drugiej jednak strony, może następnym razem kupisz połówkę chleba zamiast całego, małą śmietanę zamiast dużej, cztery kabanoski zamiast dziesięciu i zdążysz zjeść wszystko zanim zacznie pleśnieć, a pieniędzy też wydasz trochę mniej. Konsumencka świadomość, czyli przemyślane i odpowiedzialne zakupy, w czasach klęski urodzaju nie ma się dobrze między innymi dlatego, że jednorazowo generuje mało spektakularne oszczędności. Jednak grosz do grosza i sami wiecie, a nieprzekonanym proponuję podpalić 20 złotych.

Wiele osób myśli też, że mąka = chleb i bezrefleksyjnie wrzuca do koszyka ośmiopak jogurtów z terminem ważności, który upływa za trzy dni. Bo tanio, więc jak się nie zje, to nie będzie szkoda wyrzucić. Niestety mało kto zaprząta sobie głowę tym, że za każdym kubeczkiem danonków stoją ludzie hodujący krowę, pracujący w skupie mleka, w fabryce i sanepidzie, dostawcy, sprzedawcy i sama nawet nie wiem, kto jeszcze. Wszyscy oni ciężko pracują i bynajmniej nie robią tego po to, żeby ktoś ich pracę wywalił na śmietnik. Po drugiej stronie równania do chleba można dodać jeszcze ogromne ilości zużytej energii oraz zanieczyszczenia generowane przez zakłady produkcyjne, samochody dostawcze, magazyny, sklepy… Bystrzy jesteście, więc rozpisywanie ciągu przyczynowo-skutkowego wydaje mi się zbędne.

bank zywnosci

  

Podsumowując, nie chodzi o to, że jak nie dojesz ziemniaczków, to mama będzie smutna, a afrykańskie dzieci głodne. Chodzi o to, żeby okazywać szacunek przyrodzie, ludzkiej pracy oraz własnym pieniądzom i mieć świadomość, jak wielkim szczęściem jest urodzić się we wschodniej Europie zamiast w Etiopii. A na jutrzejszy obiad obrać dwa ziemniaki mniej.

,

Zanurkujesz?

Wyniosłam z domu zasadę, że nie wolno marnować jedzenia i trzymam się jej bardzo mocno, więc tym bardziej boli mnie fakt, że ilość jedzenia lądującego na wysypiskach jest tak ogromna. Gdy przed maturą miałam okazję pracować w pewnej sieciowej burgerowni z dużym, żółtym logo, nie mogłam zrozumieć polityki, według której kanapka ma 5-minutowy termin ważności, a potem leci do kosza, bo nie może jej zjeść ani klient, ani pracownik. Korzystam więc czasami z dobrodziejstw kontenerów, bo ratowanie jedzenia jest fajne i nie tkwię w tym przekonaniu sama. Jadłam robione przez znajomych odpadkowe leczo, śmieciowe tosty i resztkowe sałatki, a moja zeszłoroczna impreza urodzinowa upłynęła pod znakiem morza chipsów z odzysku. We wspomnianej wyżej Norwegii wraz z parą Francuzów zajadaliśmy banany i rozpływające się w ustach maślane bułeczki, zaś w holenderskich śmietnikach można znaleźć piwo, za które w sklepie liczą sobie 5.

.

12143253_10204849695546090_2815066123180878850_nFreeleczo. Wyborne.

12788535_963574843718723_1585845514_o

12789831_963574863718721_252492790_o

zdjęcie(1)Norwegia. Codzienna porcja smakołyków dla zwierząt.

.

Jeśli chcielibyście zagłębić się trochę w temat, proponuję zacząć od filmu Dive!, w którym normalni, sympatyczni ludzie bez nadęcia opowiadają dlaczego to robią i czemu ty tez powinieneś zacząć. Natomiast dla spragnionych wiedzy praktycznej polecam kontenerową encyklopedię, z której można dowiedzieć się gdzie i kiedy najlepiej wyruszyć na łowy. Może i ty zanurkujesz?

httpgrouches doy wikia dot com

 

,

Zdjęcia niepodpisane w tekście:

Triker-Sticks/ flickr.com

grouches.wikia.com