Nie chcę wybierać między śmiercią, a więzieniem.

Jestem zła i rozgoryczona, bo nie mieści mi się w głowie, że kler, najmniej uprzywilejowana do pouczania kogokolwiek w tym temacie grupa, żąda wprowadzenia ustawowego przyzwolenia, by skazywać kobiety na śmierć. Jestem wściekła, bo czuję się bezsilna i nie do końca wierzę, że obecny rząd przejmie się oburzeniem, jakie wywołał pomysł zmiany ustawy aborcyjnej, tak jak nie przejmował się do tej pory żadnym innym naszym oburzeniem. Jestem kobietą i czuję się w obowiązku napisać, że mamy prawo decydować o własnym życiu, bo ktoś najwyraźniej o tym fakcie zapomniał i się zwyczajnie zagalopował.

Rozumiem, że można nie być zwolennikiem aborcji, i to niezależnie od powodu, z którego miałaby zostać wykonana. Nie rozumiem jednak, jak można odmawiać innym prawa do stanowienia o własnym życiu. Nie jestem wstanie pojąć, dlaczego niektórzy ludzie czują się uprzywilejowani do wyznacza granic moralności innym ludziom.

Nie wiem, jak można w ogóle rozważać zniesienie prawa do aborcji, gdy ciążą lub poród zagrażają życiu kobiety, co jest równoznaczne ze skazaniem jej na śmierć. Pomyślałam sobie o hipotetycznej sytuacji, kiedy lekarz informuje mnie, że nie mam pełnych szans na przeżycie, jeśli zdecyduję się donosić ciążę i zwyczajnie się rozpłakałam, bo oznaczałoby to dla mnie ryzyko śmierci lub ryzyko więzienia. Są kobiety, które podejmą decyzję o ratowaniu swojego dziecka. Są też kobiety, które wybiorą ratowanie siebie. Żadna z tych decyzji nie jest bardziej heroiczna od drugiej, żadna z nich nie jest lepsza ani gorsza i nikt nie ma prawa ustanawiać żadnej z nich jedyną słuszną, bo obydwie są ocaleniem życia. Ja chcę żyć i chcę mieć prawo o tym życiu decydować, podobnie jak miliony kobiet w tym kraju. I nie chcę, żeby ograniczało się to wyboru pomiędzy śmiercią, a pójściem do pierdla.

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, przez co przechodzi kobieta zmuszona do urodzenia dziecka będącego wynikiem gwałtu. Kobieta, którą jakiś obleśny zboczeniec brutalnie, siłą zmusił do stosunku, przy okazji jeszcze zapładniając, coby przypadkiem zbyt szybko nie zapomniała o tym, co ją spotkało. Nie przemawia do mnie argument urodzić i oddać, bo ciąża i poród to nie wyciskanie pryszcza. To nie trwa chwilę, nie goi się w dwa dni. Normalna i planowana jest ogromnym obciążeniem dla ciała, co i tak wydaje się niczym w porównaniu z tym, jak porażające są skutki dla zdrowia psychicznego zgwałconej kobiety. Lub, co już przechodzi wszelkie granice barbarzyństwa, dla zgwałconej i zmuszonej do porodu dziesięcio- czy dwunastoletniej dziewczynki. Przecież to, kurwa mać, bestialstwo! I nie ma tu dla mnie argumentu ale matkobosko czemu winne jest dziecko?, bo nie ma też dla mnie żadnego dziecka. Irytuje mnie to rzucanie na lewo i prawo „zabijaniem dzieci”, bo dla mnie zlepek komórek bez mózgu nie jest człowiekiem. Dla przyszłej matki może być jej przyszłym dzieckiem. Dla biologa i lekarza jest tylko płodem. A księża, ze swoją argumentacją, niech się modlą za wszystkie plemniki, które powsiąkały w prześcieradła. Prolajfowcy krzyczą ile sił w płucach o ochronie życia poczętego i tylko takie ich obchodzi. Z życiem już narodzonym nie chcą mieć nic wspólnego – nie obchodzi ich stan jego zdrowia, koszty jego utrzymania ani to, czy aby na pewno żyje w normalnej rodzinie, a nie rozpitej patoli. Skoro prawo miałoby stanowić, że zgwałcona kobieta musi poświęcić swoje życie dziecku, którego nie chce, to proponuję wprowadzenie podobnego zapisu dotyczącego posłów i biskupów popierających takie działanie. Np. dozwolone ustawą zmuszenie ich do oddania serca, nerek czy innych narządów osobom potrzebującym przeszczepu. Najlepiej nieznajomym, na którym im kompletnie nie zależy.

Abortowanie uszkodzonych płodów jest dla mnie najmniej jednoznaczną kwestią, jednak wciąż uważam, że każdy powinien móc samodzielnie o tym zdecydować. Raz jest to kwestia perspektywy całkowitego podporządkowania swojego dalszego życia niepełnosprawnemu dziecku, na co nie każdy ma wystarczająco dużo siły, czy choćby środków finansowych (przypomnijmy, że tutaj obrońcy życia już nie są zainteresowani). Innym razem tego, by zaoszczędzić cierpienia swojemu dziecku i dać mu lekką, bezbolesną śmierć, zamiast skazywać na okrutny ból i konanie w męczarniach. Przykładem, o którym nikt nigdy nie powinien zapomnieć, jest historia pani Agnieszki i pana Jacka, którym dr Bogdan Chazan odmówił wykonania aborcji: link

.

Dużo w tym wpisie gniewu, bezsilności, obaw i dezorientacji. Boję się, co będzie dalej, bo jeśli przejdzie taka ustawa, to potem przejdzie już pewnie każda inna. I nawet nie mam odwagi myśleć, jaka. Nie możemy pozwolić, by odebrano nam prawo stanowienia o własnym życiu i moralności. Kobieta zawsze powinna mieć możliwość wyboru, nie tylko w tych trzech, oczywistych przypadkach. To jej życie, jej sprawa, sumienie, konsekwencje i jej przyszłość. Aborcja lub jej brak powinna być wyborem, a nie przymusem i nie mieści mi się w głowie, że nie dla wszystkich jest to oczywiste.

dziewuchy dziewuchom pl

.

.Zd

Zdjęcia:

Jens Schott Knudsen/ flickr.com

dziewuchydziewuchom.pl