Jazda bez rozkładu, czyli jak ogarnąć Maltę.

Jazda bez rozkładu, czyli jak ogarnąć Maltę.

Wybieracie się na Maltę i nie wiecie, co warto zobaczyć? Po przeczytaniu tego wpisu dalej nie będziecie wiedzieć, ale Google pomoże wam w kilka sekund. Tutaj natomiast znajdziecie rzeczy, które dużo ciężej jest wygrzebać, czyli rożnej maści informacje praktyczne. Takie, jakie dostalibyście od lokalsów, ale bez czekania na odpowiedzi z forum na CSie. Owszem, można poświęcić trochę czasu i poszperać w czeluściach internetów, ale po co, skoro oto z pomocą przychodzę ja, która zebrałam to wszystko do kupy. Zatem enjoy.

Jedzenie.

– Pastizzerie. Są to okienka, w których można kupić ciepłe przekąski lunchowo-obiadowo-kolacyjne. Większość z nich robiona jest z ciasta filo lub drożdżowego i nadziewana na różne sposoby, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Najsmaczniejsze nadzienia, jakie miałam okazje wszamać, to szpinak z anchois, kurczak w sosie pieczarkowym i pasta groszkowa. W każdej pastizzerii dostaniecie też pizzę na kawałki i ryżowe lub makaronowe zapiekanki (jedna porcja spokojnie starczy dwóm osobom). Ceny mieszczą się w widełkach od 0,25 do 2,50, a wybór jest naprawdę duży, w związku z czym przez cały tydzień stołowaliśmy się głównie w tych miejscach.

– W mojej opinii lokalne piwa są słabe i nie czułam żadnej różnicy między Ciskiem, a najtańszym lidlowym sikiem, więc jeśli planujecie wycieczkę browaroznawczą, to lepiej jedźcie do Czech albo na Litwę. Na Malcie zdecydowanie lepiej wybrać lokalne i włoskie wina, bo są smaczne, niedrogie, a wybór całkiem spory nawet w małych marketach.

– Udało nam się wybadać dwie super fajne knajpki, które serdecznie polecam odwiedzić. Świeże, pyszne jedzenie, duże porcje, niskie ceny, a w środku sami lokalsi. Chodzi o La Piazzę w Rabacie (tym na Malcie, nie na Gozo) oraz Skuna w Marsaxlokk (na samym końcu ulicy ciągnącej się wzdłuż brzegu).

– Woda z kranu nie bardzo do picia, bo nie jest za smaczna, ale tania butelkowana smakuje tak samo, więc albo kupować tę droższą albo wcale i już pić kranówę. Trująca nie jest.

– Zimą koniecznie jedzcie dużo pomidorów. Są pyszne!

Dyskomunikacja miejska.

– Jeśli decydujecie się na komunikację miejską, wykupcie przed wyjazdem dodatkowy pakiet cierpliwości. Autobusy jeżdżą jak chcą i najczęściej kursują raz na godzinę, więc na przystanek należy wyjść 20 minut wcześniej. A najlepiej po prostu wyjść nie sprawdzając godziny, tylko usiąść na krawężniku i spokojnie czekać podgryzając groszkowe pasticci.

– Kierowcy należy zasygnalizować chęć przejażdżki wyciągniętą ręką z wyprostowanym palcem wskazującym, a jeśli czekamy po zmroku na nieoświetlonym przystanku, najlepiej pomachać mu telefonem. Ze środka ulicy, bo czasem nawet nie patrzą, czy ktoś czeka. Wszystkie przystanki, poza końcowym, są na żądanie, więc żeby wydostać się z autobusu, tez trzeba dać znać. Najczęściej przyciskiem, ale jeśli nie jesteśmy do końca pewni, wchodząc warto zapytać kierowcę dokąd jedzie i poprosić, by zatrzymał się na naszym przystanku. Są bardzo pomocni i uprzejmi, więc nie ma się czego bać.

– Kierowcy, poza tym, że są uprzejmi, są też bardzo rozmowni. Nie raz zdarzyło się nam, że odjazd opóźniał się o kilka minut, bo do okna autobusu podszedł syn/ kolega/ szwagier/ nieznajomy i ucinał sobie z kierowcą sympatyczną, dłuuuugą pogawędkę. Hitem jest jednak inna historia, kiedy jechaliśmy autobusem, a pani kierowczyni dwa razy zatrzymywała innych busiarzy, by zapytać o drogę, a w końcu i tak nawigował ją jeden z pasażerów.

– Kolejną rzeczą, jaka może wprowadzić w konsternację jest to, że na wyświetlaczu wewnątrz autobusu najczęściej podawana jest inna stacja docelowa niż na ta zewnątrz, widniejąca obok numeru pojazdu. Ponadto, na wywieszonych rozkładach podane są tylko ważniejsze przystanki na trasie, a ich dokładna lista pokazywana jest dopiero na wyświetlaczu w autobusie, dlatego tym bardziej polecam pytać kierowców. Ponadto zakład komunikacji miejskiej gorąco rekomenduje sprawdzanie połączeń autobusowych w Google Maps.

– Jeśli zamierzacie zostać na wyspie cały tydzień, zdecydowanie polecam bilet tygodniowy zamiast 12-przejazdowego, który kusił mnie na początku. Rożnica w cenie to 6 (21 vs. 15), ale bilet tygodniowy daje nam nielimitowane przejazdy liniami dziennymi i nocnymi, podczas gdy 12-przejazdowy kasuje dwa dzienne przejazdy na poczet jednego nocnego. Dokładając do tego wszystkie planowane i nieplanowane przesiadki nie mam żadnych wątpliwości, że ten drugi bilet wykorzystałabym w ciągu trzech, góra czterech dni.

– Dwucyfrowe autobusy jeżdżą do Valetty, a X są pospieszne.

– A co, jeśli autobus zwieje lub się na niego nie doczekamy? Ja polecam łapać stopa, albo cisnąć z buta. O ile nie jedziemy z jednego końca wyspy na drugi, to godzina często wystarczy, żeby pokonać wybrany dystans, bo odległości na Malcie są niewielkie (całe państwo ma mniejszą powierzchnię niż Kraków), a przy okazji można podziwiać pięknie widoki, architekturę i zwykłe, maltańskie życie. Autostop działa wybornie i za każdym razem, gdy mówiliśmy, że łapiemy, bo nie przyjechał nasz autobus, spotykaliśmy się z sympatyczną reakcją typu „tak, tak, wiem coś o tym”.

 

Inne, nie mniej przydatne

– Na wyspie Manoel Island koło Sliemy znajduje się fenomenalne miejsce, jakim jest wioska… kaczek. Nie znalazłam o niej wcześniej żadnej informacji, a trafiliśmy tam przypadkiem, spacerując po okolicy. Wioska to zagroda zbudowana wzdłuż brzegu, na terenie której postawiono domki, budki, karmniki dla ptaków, ale nie brakuje tam też takich niedorzecznych elementów dekoracyjnych jak pluszaki, krzesła, chorągiewki czy parasolki. Wesoło hasają tam różnej maści kaczki, perliczka, kury z małymi, słodkimi kurczątkami a także parę królików i świnka morska. Po wiosce leniwie krążą także koty, ale nie robią krzywdy drobiowi.

Założyciel wioski prosi o datki, które należy wrzucać do zawieszonych na ogrodzeniu skrzyneczek. Nie wiem, jak wioska wygląda na co dzień, ale gdy my tam byliśmy, zwierzaki miały do jedzenia tylko brudne, zaschnięte kawałki chleba, które dzióbały od niechcenia, więc przed odwiedzinami warto zahaczyć o sklep zoologiczny i kupić choć garstkę jakiejś karmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Nie bójcie się pytać ludzi, bo są bardzo pomocni i chętnie utną sobie z wami pogawędkę. Tak najlepiej znaleźć miejsce na piknik, nieturystyczną knajpę czy pub z najlepszym piwem.

– Maltańczycy mówią, że ubierają się wchodząc do domu, a nie wychodząc na zewnątrz. Maltańskie domy najczęściej nie mają żadnego ogrzewania, więc miejcie to na uwadze wybierając się tam zimą. To, że temperatura powietrza w lutym wynosi 17-20 stopni wcale nie oznacza, że nie zmarzniecie! Wybierając Airbnb, hostel czy couchsurfing zabierzcie więc ze sobą kapcie i ciepłą piżamę – mi bardzo tego brakowało.

– Pytajcie o ceny, gdy nie są podane na produktach, bo czasem można się nieźle naciąć. Niektórzy kombinują, jak mogą, by wyssać z turystów jak najwięcej pieniędzy, więc najlepiej zaopatrywać się skleapch, gdzie produkty są ometkowane.

– Praktycznie każdy dom ma swoje imię. Poza standardowym numerem w ścianę zawsze wmurowana jest tabliczka z nazwą. Widziałam chyba wszystko: od Lorenzo, Carla, Marley’s House przez Santa Maria, Sagrada Familia, Sunshine i Namaste, po Blue Blossom, London (zaraz obok Essex), Wild Rose i Horse. Wszystko wymalowane na ślicznych, ceramicznych tabliczkach.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Z jednej strony Maltańczycy są bardzo religijni i chętnie tę religijność pokazują, z drugiej jednak na każdym kroku widoczne są wierzenia w różne przesądy. Na wieżach starszych kościołów są zawszy dwa zegary z rożnymi godzinami, by diabeł, który zaplanował sobie wizytę w mieście na konkretną porę nigdy nie wiedział, czy jest na czas. Tradycyjne kolorowe łodzie zdobione są okiem Ozyrysa, by zawsze bezpiecznie wrócić do portu.

– Mała rzecz, a cieszy – publiczne toalety są bezpłatne 🙂

– Promy na Gozo odpływają co 45 minut, a przyjemność taka kosztuje 4,65.  Bilet kupuje się dopiero w drodze powrotnej, a jeśli zdecydujemy się wracać  miedzy 20:00 a 6:00, zapłacimy o 0,65 mniej.

– Zimą pogoda jest bardzo zmienna, więc warto ubrać się na cebulkę, a na dłuższe spacery zabrać ze sobą parasol, czapkę, szalik (najlepszy do uszczelnienia się, gdy zacznie wiać) i rękawiczki. Zwłaszcza, jeżeli planujecie wracać wieczorem.

– Nie dość, że ruch na wyspie jest lewostronny, to kierowcy jeżdżą jak typowi południowcy (czyt. drogowi wariaci), więc zachowajcie ostrożność zarówno jako kierowcy jak i piesi!

– Na Azur Window koniecznie jedźcie z rana. My dotarliśmy tam koło 11:00, a już roiło się od Azjatów z aparatami i Polaków w sandałach. Było głośno i tłoczno, a byliśmy tam w lutym, czyli całkowicie poza sezonem!

–  Zaopatrzcie się w odpowiedni wtyczkoadapter, bo gniazdka na Malcie są brytyjskie.

– Jak w wielu krajach południowej Europy, również na Malcie jest mnóstwo bezpańskich kotów. Jednak, w odróżnieniu od tych z Włoch czy Hiszpanii, najczęściej są puchate, grubiutkie i zadbane. To dzięki systematycznemu dokarmianiu, które ponoć finansowane jest przez państwo, by uniknąć plagi gryzoni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Katedry i kościoły. Dużo – więcej niż jeden na kilometr kwadratowy. Dzwony bija od rana, więc jak kto wrażliwy, niech lepiej zawczasu kupi stopery. Mnie tam się podobało, bo ładne melodyjki grali. Nieważne, że zaczynali o 6:00.

To chyba wszystko, co zaobserwowałam albo znalazłam w sieci. Jeśli macie jakieś inne rady przydatne podczas pobytu na Malcie, to chętnie dodam je do listy, aby służyła potomności. Planuję też tego typu wpisy na temat innych państw, więc stay tuned – będą dostępne pod tagiem protipy.